|
środa, 17 listopada 2010
Kap kap...
Ostatnie dni przyniosły hektolitry deszczu...Wiem, wiem, że to niezaprzeczalna uroda tych okolic ale bez przesady!!!Dlatego w przypadku kolejnych opadów proponuje zastosować - ZWROT i odesłać wszystkie ciemne chmury, wkurzające mżawki a w szczególności te ciężkie krople wody tam, gdzie się bardziej przydadzą. Napewno istnieją miejsca, ktore bardziej potrzebują tych naszych, irlandzkich opadów!!! Jeżeli chodzi o moją osobistą aure, to chyba odpowiada zewnętrznym warunkom i jest troszke ponura. Żyje krótkim urlopem. Myślę o domu i przyjemnościach dnia codziennego, ale tak niecodziennego. Wyobrażm sobie Mame w kuchni, która nuci sobie coś pod nosem i kończy przygotowywanie naszych ulubionych kanapek. Widzę swoje biurko i stare notaki - muszę zrobić mały przegląd tych rzeczy jak już będę na miejscu. Chciałabym zrobić więcej miejsca dla Mamy, na gazetki, ksiązki i papiery z pracy. Nie chcę wiele planowac, tylko cieszyć sie z drobnych rzeczy. Bo właśnie te drobiazgi powodują, że czujemy się przepelnieni nadzieja i siła na kolejne dni.
wtorek, 12 października 2010
Czuję zimę w kościach!
Dzisiaj jakoś nie mogę sie rozgrzać. Jest mi zimno i czuję, że grypka czai się za rogiem. Od trzech dni szpikuję się witaminami. Ale chyba te przeziębienia są wpisane w nasz grafik i koleją inaugurację sezonu zimowego. Ja się nie dam!!Mam wystarczająco medykamentów. Mam nadzieję, ze taki pokaźny zapas odstraszy wszelkie zarazki. Niedługo jadę do domciu. Bedzie to krótka wizyta, mimo to bardzo się cieszę na te chwile. Kiedy jestem tam, czuje się tak inaczej - troche jak miły gość, a troche jak ten brakujący element . Kiedy jestem w domku mam wrażenie, że zegar przestaje istnieć. Jesteśmy my !!
piątek, 10 września 2010
Piątek
Hej Blogowicze! Dzisiaj piątek, czyli najbardziej oczekiwany i pożądany dzień tygodnia. Wszyscy czekają na przysłowiowe "odbicie karty" i póżniej pędem do domku...Następnie dobra kolacja, film, herbatka i trochę słodyczy na deser. Ja dzisiaj czuję się trochę skołowana, od dobrych paru godzin męczy mnie ból głowy. I zamiast zadziałać i powalczyć - tępo czekałam, żeby sobie poszedł..o on nic. Dzień był udany - z wyjątkiem tego wkurzającego pulsowania w czaszce;D. Godziny przelatywały jak szalone. Było śniadańko, miasto, kiełbaski na obiad a później małe porządki. W międzyczasie naszła mnie drzemka i czułam się super mogąc zaszyć się pod kocykiem. Proponuje to każdemu, który ma ochotę na naładowanie osobistego akumlatora. Teraz zmykam i życzę udanego weekendu!!!
środa, 08 września 2010
Jak ciężko mi zacząć...Ale zaczynam od tych 10 rzeczy: 1. Lubię czuć się pogodzona ze światem 2.Lubię śmiejące się oczy ludzi,których kocham 3.Lubię Fafika, który śpi i wygląda jak bezbronny bobasek ( słodko pachnie i majta łapkami przez sen) 4. Lubię wycieczki z Marianem, kiedy on prowadzi a ja moge uruchomić swoją gadułę 5. Lubie gilgotać się i gonić po domu 6. Lubie jeść domowe obiadki u Mamy 7. Lubię chodzić na spacery i robić miliony zdjęć 8. Lubię uczucie, które wynika z drastycznych porządków domowych 9. Lubię stare i zapomniane kawałki muzyczne, które już dawno wyszły z obiegu 10. Lubię mieszkanie we dwoje dobranoc
niedziela, 18 lipca 2010
Niedziela...
Pogoda bez zmian. Pada. Zaczyna się ściemniać. W powietrzu wyczuwa się wilgoć. Jest sennie. Jestem już w domku. Dzisiaj postanowiłam zagrać w golfa. Warunki były idealne. Czułam się bardzo podekscytowana. Na początek zaczęłam od spróbowania swoich sił na strzelnicy. Cieszyłam się z każdego trafienia w piłkę. Naprawdę. To pierwszych sekundach zorientowałam się, że to trudna sztuka. A wydawać by się mogło, że każdy potrafi tak stanąć i uderzać. Golf wymaga precyzji i skupienia. Ale każde udane trafienie zachęca do dalszej gry i sprawia, że czujemy się fantastycznie. To było moje pierwsze starcie. Uśmiałam się troszkę. Obiłam dwa kije. Nacieszyłam oczy zielonymi pagórkami. I mogę podsumować, że warto....
czwartek, 15 lipca 2010
Deszczowa pora
Deszczowo za oknem. Ja zatopiona w lekturze "Zmierzchu", magicznej opowiesci o niezwykłym uczuciu powstałym pomiędzy siedemnastolatką a wampirem. Pogoda sprzyja czytaniu. Wiatr szumi za oknem i tworzy wspaniałe tło do mojej lektury. Cieszę się z tych chwil.
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Czas sportu
Kolejny poniedziałek za nami. Szkoda, że wieczór mija tak strasznie szybko. Tych parę godzin wieczoru to najlepsza część dnia. Uwielbiam te błogie momenty po pracy, bo wtedy mamy okazję skupić się na celebrowaniu małych przyjemności i realizowaniu wszelkich pasji. Od pewnego czasu u mnie w domku zapanował nowy porządek wieczoru spowodowany przez meczomanię. Rozumiem, że ten stan jest przejścowy, ale mimo to pragnęłabym już wrócić do starego schematu i poczciwej kinomanii. Nie jestem specjalną fanką piłki nożnej.Mimo to, staram się nie marudzić Marianowi nad uchem, bo doceniam i szanuje prawdziwych pasjonatów tego sportu. Kiedy była małą dziewczynką potrafiłam i lubiłam oglądać mecze z Tatą lub Dziadziusiem. Ale to były inne czasy. Tamtym meczom towarzyszyła otoczka w postaci rozmów i żartów oraz opowieści na temat danych drużyn lub graczy. Wtedy czułam się podekscytowana i przejęta ich ogromem wiedzy na temat tej dziedziny. Teraz czasy się zmieniły - Marian woli zachować ciszę i należyte skupienie. A ja denerwuje się słysząć te buczące trąby....
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Metoda na...
Czemu faceci są tacy upierdliwi? Mówi się, że kobiety potrafią być okrutne i małostkowe, ale to nie tylko my ranimy...Oni też mają swoje za uszami. Czasami to już mam naprawdę dosyć tej głupiej walki między nami. Walki o drobiazgi...o racje...Chciałabym mieć przyjaciela w swoim mężczyźnie. A zamiast tego widzę niezrozumienie. Ktoś mądry powie - bo faceta to trzeba wyszkolić. Jasne!!!!Tylko jak????
poniedziałek, 14 czerwca 2010
Dziwne przypadki
Guzik wypadł z rytmu...odpadł i trzeba go ponownie przyszyć. Zaczynam - dzisiaj poniedziałek, czyli znienawidzony początek kolejnego tygodnia. Mnie jakoś tam minęło. W pracy rutyna zmieszana z wkurzeniem na kolejnych klientów. Chyba nie nadaję sie do pracy z ludźmi, bo nie mam już takiej cierpliwości dla wymagających przypadków... PaniX:Chciałabym kupić skarpetki Ja:Dobrze, mamy różne rodzaje skarpetek PaniX:Aha, a sa białe? Ja:Tak, proszę PaniX:Ale ja potrzebuję tylko JEDNA parę skarpetek! JA:?????????????? Ja:Wszystkie skarpetki pakowane są w paczki, najczęściej -po trzy pary PaniX:Mnie jest potrzebna tylko jedna para. Pojdę i sprawdzę inne miejsca..może znajdę lepsze rozwiązanie Ja:Bez reakcji...5 mninut póżniej ( PaniX :Ja jednak wezmę te skarpetki, MOZESZ TYLKO SZYBKO WZIĄŚĆ TE PIENIĄDZE, bo JA jestem spóźniona na autobus!!!!!!!!!!!!!!WSZYSCY CZEKAJĄ!!!!!!!!!!!) JA:Brak komentarza.....
czwartek, 27 maja 2010
Czas bez zbędnych słów
Dzień minął bez zbędnych niespodzianek. Wybraliśmy sobie chińszczyzne na obiad. A raczej ja taką opcję zaproponowałam, a Marian zatwierdził mój pomysł. Ucieszyło mnie to bardzo, bo lodówka świeciła resztkami, a nawet przeciętny kucharz potrzebuje paru rzeczy...W konsekwencji zakupiony obiadek okazał się bardzo smaczny i sycący. Potem była herbatka. I cisza. Mężczyźni ( a może tylko Marian) to niepoprawni minimaliści słowni...Czasami mnie to wkurza a czasami uspokaja. Dzisiaj byłam w nastroju na dłuższą rozmowę, ale wyszło inaczej. Każde z nas znalazło sobie swoje miejsce i poświęciło się danemu zajęciu. Marian wybrał telewizję, a ja kompa. Ostatnio (z małymi wyjątkami) mam dosyś tej papki telewizyjnej i wolę wybrać coś innego niż gapienie się w ekran. A po rozmowie z Kiki doszłam do wniosku, że pospaceruję sobie do mojej samotni i będę malować. To brzmi bardzo poważnie a wbrew pozorom to raczej próby niż faktyczne malowanie. Ale to nie jest istotne,bo najważniejsze jest to, że moje malowanie mnie bardzo cieszy i zajmuje. Dziś wyszła ZABCIA - specjalne zamówienie dla MOJEJ BRATNIEJ DUSZY. Mam nadzieję, ze sprawi jest troszke radości. Trzeba ja jeszcze troszkę podrasować...może coś w rodzaju PIMP MY FROG!!! |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||